Wdzięczność za życie

Dziś są moje urodziny

Moje urodziny po raz 37! Kiedy to się stało…

Witam Cię serdecznie w dniu Mojego Święta. I jednocześnie Święta Matki Ziemi. To właśnie dzień 22 kwietnia od 1970 roku obchodzony jest jako Międzynarodowy Dzień Matki Ziemi (najdłużej w Stanach Zjednoczonych, gdzie miały miejsce pierwsze obchody). Dla mnie dzień 22 kwietnia 2020 roku to dzień moich 37. urodzin i jednocześnie przypomnienie, że każdy z nas jest częścią czegoś większego. Należymy do Planety Ziemi – tak samo jak każda inna żywa istota – i jesteśmy „winni” Jej szacunek i wdzięczność, iż możemy korzystać z Jej wspaniałych darów. Nie istniejemy poza Ziemią i bez łączności z Matką Naturą. Właśnie teraz możemy się o tym dobitnie przekonać. Ja łączność z Naturą czułam zawsze. Bez tego połączenia choruję. Czy to przypadek, że Święto Matki Ziemi wypada tego samego dnia co moje urodziny? Nie sądzę 🙂

Czasem jak sobie myślę o tym, ile to już lat chodzę po tym świecie, to sama łapię się na tym, że 37 wiosen to szmat czasu i naprawdę nie mam pojęcia, kiedy to zleciało! Gdybym miała robić każdego roku podsumowania i analizować co mi wyszło, a co nie? Jakie mam osiągnięcia i sukcesy na swoim koncie? Ile zer widnieje na moim rachunku bankowym (ostatnie to głównie same zera :D) i ile awansów uzyskałam…? Gdybym… Ale wiecie co? W ogóle tego nie robię i jestem z tego powodu szczęśliwa. I dumna, że potrafię odpuścić czasem tę swoją ogromną potrzebę kontroli i analizowania. Oraz najgorszą z nich – porównywania.

Nauczyłam się przez te 36 lat wielu przydatnych umiejętności i dzięki nim potrafię odnaleźć w swoim życiu poczucie szczęścia w każdym momencie. Tak, potrafię czuć radość w każdej sytuacji, w której się znajduję. To jest właśnie moja definicja szczęścia. I mój największy życiowy sukces.

Moje życie to Dar

Przedwczorajszej nocy miałam koszmarny sen. Był naprawdę intensywny i przerażający. Śniłam własną śmierć. Jednocześnie we śnie przeżywałam rodzaj wewnętrznego snu. Czułam pewność, że ta moja śmierć jest koszmarem, z którego się wybudzę i narodzę się jako nowa ja. Wolna od tego, co zbędne i ciężkie. Nie będę opisywać dokładnie tutaj tego snu – chociaż może kiedyś wrócę do niego na blogu. Puenta snu jest taka, że ja rodzę się jako nowa stara istota – mam z powrotem całe swoje ciało i jestem pełna życia. Sen ten był tak mocny i makabryczny, że po obudzeniu się sprawdzałam czy mam całą głowę i wszystko ze mną w porządku 🙂

Koszmar uznałam jako symboliczną śmierć 36-letniej Moniki i narodzenie się Moniki 37-letniej, może dojrzalszej…? Strach, który pojawił się we śnie uzmysłowił mi, że na moment straciłam całą swoją energię i motywację do działania. Trudno mi było odczuwać tę zwykłą (niezwykłą) wdzięczność, która była już moim rytuałem od dłuższego czasu. Rytuałem, który zresztą uwielbiam i który wzmacnia niesamowicie poczucie szczęścia.

Bynajmniej ostatnio tego nie czułam. Pierwsze wiosenne tygodnie to dla mnie wielka lekcja cierpliwości. I nie ukrywam, że moja cierpliwość nierzadko szybko się wyczerpywała. Moją dominującą doszą jest Pitta. Dodatkowo jestem obecnie w procesie uwalniania swojego głosu i wzmacniania czakry gardła, toteż ciężko znoszę próby ograniczania mojej wolności. A to, co się dzieje ostatnio na świecie, to właśnie próba ograniczenia wolności człowieka. Na to nigdy nie będzie we mnie zgody. W związku z tym szaleństwem trudniej mi było odczuwać codzienną radość i wdzięczność. Natomiast sen, który otrzymałam był dla mnie intensywnym przypomnieniem, że mimo wszystko zawsze jest mnóstwo powodów do radości, a moje życie to Dar za który powinnam być wdzięczna. „I tak warto żyć” – jak śpiewa cudowny Adam Nowak z zespołu Raz, Dwa, Trzy.

Dziękuję

Świat zawsze dąży do równowagi. Mamy w swoim życiu momenty lepsze i gorsze. Są rzeczy, które uwielbiamy w sobie i swoim otoczeniu i takie, które byśmy najchętniej zmienili. Nasze życie rzadko bywa usłane różami, ale najpiękniejszą sztuką jest wyłapywanie tych dobrych – rzeczy, ludzi, zjawisk i ich wzmacnianie poprzez zauważenie ich i wyrażenie wdzięczności.

W tym krótkim urodzinowym poście chciałabym wyrazić wdzięczność za to, co w moim życiu jest obecne tu i teraz. To jeszcze bardziej uświadamia mi, jaką szczęściarą jestem. Bo po prostu mam możliwość przeżywania i doświadczania cudu, jakim jest życie. Tym bardziej, że to moje obecne jest drugą szansą, którą dostałam w wieku 10 lat po bardzo groźnym wypadku. Czasem o tym zapominam, ale zazwyczaj 14 grudnia wracam pamięcią do zdarzenia, które mi mówi: „masz coś do zrobienia na tym świecie„.

Moje urodziny to idealny moment, by poczuć mocniej wdzięczność za tę drugą szansę i całe moje dotychczasowe życie. Bo prawdą jest, że nie znamy dnia ani godziny, kiedy nasz żywot się zakończy. Prawdą jest też to, że każdego dnia rodzimy i umieramy się na nowo. Każdy dzień to również szansa na to, by nasze życie w końcu było spełnieniem naszych marzeń. Bo wciąż odkładamy to życie na potem. Wcale nie żyjemy tak pięknie jakbyśmy chcieli, odkładając to lepsze życie na wieczne i nigdy nie nadchodzące jutro. Ten koszmar, który wciąż mocno siedzi mi w głowie i… w sercu chyba też – jest jak tatuaż, którego łatwo się nie pozbędę. Cholernie wyraźnie powiedział mi, że mam masę prezentów od życia, Boga, Matki Natury i teraz z serca mocno za nie dziękuję. Świętowanie urodzin to piękna okazja, by celebrować w sobie tę wdzięczność. Dzięki niej przyciągamy jeszcze więcej Dobra. I tego właśnie Wam życzę z okazji Międzynarodowego Dnia Ziemi 🙂 A rytuał wdzięczności serdecznie polecam!

Dziękuję

za dar życia i wszystkie pozostałe dary Mamie i Tacie
za naukę akceptacji i otwierania serca Miśkowi
za obecność i wsparcie moim przyjaciołom
za ciasne, ale własne i nie pozbawione uroku mieszkanie
za piękne połączenie Dusz z ukochanym młodszym braciszkiem
za dary Natury, które karmią i uzdrawiają
za zdrowe, sprawne i piękne ciało, które nosi mnie po świecie
za wszystkich pięknych ludzi, którzy stanęli na mojej drodze i postanowili otworzyć dla mnie swoje serce
za cudowne praktyki jogi ze wspaniałą Gosią Mostowską i inne rytuały, które wnieśli do mego życia Przyjaciele w Sieci
za każdy dzień życia, który jest dla mnie kolejną lekcją miłości i jednocześnie okazją, by celebrować cud istnienia
Moje urodziny
Na szyi z radością prezentuję mój pierwszy naszyjnik od Kasi z Pleneru

PS Jeśli chcecie sprawić mi jakiś prezent, to udostępnijcie ten post tam, gdzie Wam wygodnie. Możecie też polubić mój funpage.

2 thoughts on “Dziś są moje urodziny”

  1. Bardzo ładny post, lekkosć i szczerość pisana piórem po płótnie serca , dziękuję:)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap