Głodówka lecznicza

Głodówka lecznicza – HOT or NOT? Moja 20-dniowa przygoda z wodą

Głodówka lecznicza w 20 dni – prezent na 2020 rok

Zanim ocenisz moją drogę lub zostawisz dobrą radę, wynikającą z troski podsycanej Twoim własnym lękiem, zatrzymaj się i… przypomnij sobie, że moje życie należy do mnie 🙂

Temat głodówki leczniczej budzi wiele kontrowersji u lwiej części społeczeństwa, tak przypuszczam. Tę mniejszą połowę fascynuje i ja zaliczam się właśnie do tej mniejszości. Co, jeśli mnie dobrze znacie, nie powinno Was dziwić, bo jestem z natury silną indywidualistką. Przypuszczam, że w poprzednim wcieleniu byłam kotem, bo zawsze chodzę swoimi drogami. A nawet jak nie chodzę, to pragnę właśnie tego. Być wolną istotą, kroczącą tam, gdzie podąża niewielu 😉 Stąd też zapewne moje zainteresowanie tak wyjątkowym procesem, jakim jest głodówka lecznicza.

Jeśli czytacie mnie regularnie wiecie, że głodówka lecznicza to istotny element mojej ścieżki miłości. Medium służące zgłębieniu swojej prawdy i sposób na pełne odrodzenie – w rozumieniu holistycznym.

Debiutantką w postach wodnych nie jestem, dlatego przed dłuższym wyzwaniem strachu we mnie nie ma. Głodówka lecznicza to jednak nie zabawa (szczególnie taka dłuższa), dlatego ten tekst potraktuj jako pewną historię jednej głodówki. Nie jest to ani zachęta czy motywacja do przeprowadzenia takiego procesu u siebie ani tym bardziej krytyka tej metody uzdrawiania. Moim celem jest podzielenie się tym, co przyniósł mi ten proces, a darów miałam naprawdę sporo!

Szczerze mówiąc, początkowo byłam zdecydowana nie dzielić się swoimi wrażeniami z szerszym gronem, ale pozytywne efekty detoksu i zmiana mojego rytmu życia o 180 stopni spowodowały, że chcę to zapisać. Zachować choćby dla samej siebie. I podzielić się z tymi, którzy chcą poznać moją historię. Bo ta głodówka lecznicza, jako jedyna, przyniosła mi aż tyle dobra! Mogę śmiało stwierdzić, że odrodziłam się jak Feniks z popiołów 🙂

Feniks z popiołów
Niczym Feniks z popiołów

Może Was zastanawia skąd ten pomysł na leczniczą głodówkę w tym czasie? Przecież robiłam w tym roku 40-dniowy post dr Ewy Dąbrowskiej. Właśnie dlatego! Post dał mi niezłe przygotowanie, a jego czas trwania przypadł na przedwiośnie, także przerwa była odpowiednia. O moich wcześniejszych doświadczeniach z detoksem możesz przeczytać tutaj.

Jednak bezpośrednim stymulantem mojej 20-dniowej głodówki był przyjaciel mojego kochanego Braciszka, który swoim świecącym wyglądem (po głodówce, rzecz jasna) obudził moje zeszłoroczne pragnienie o dłuższym poście wodnym. O 20-stu dniach marzyłam od 2019 roku, jednak nie miałam na tyle dużej siły umysłu i motywacji, by przejść przez ten proces. Odłożyłam ten pomysł na przyszłość. I oto nadszedł ten dziwny 2020 rok z podwójną dwudziestką w swej dacie, a ludzkość zaczęła straszyć korona…

Potencjał pandemiczny

O ile początkowo udawało mi się zachować spokój i koronna sytuacja niewiele wpływała na moje życie, o tyle przypływ nakazów i zakazów w kolejnych miesiącach (dla naszego dobra, ofkoz) sprawił, że wszystko zaczęło mnie wyprowadzać z równowagi. W maju i czerwcu sytuacja w kraju i na świecie budziła już we mnie sporą frustrację i złość. Czułam mocne zniecierpliwienie z powodu ograniczania naszych swobód – w moim mniemaniu absurdalnego, gdyż ani przez moment w rzeczywistą pandemię nie uwierzyłam (wirusy, owszem, istnieją i istnieć będą, ale pandemię wkładam między szkodliwe bajki). Niestety rządzący mają tę przewagę nad Narodem, że robią z nim co chcą…

Jak pamiętacie, wolność jest dla mnie niezwykle cenną wartością i wszelkie próby jej ograniczania wzbudzają we mnie negatywne emocje. W pewnym momencie już miałam tak dość tej całej chorej sytuacji, że sama zaczęłam… chorować na każdym polu. Do tego ogólnoświatowy kryzys finansowy dotknął i mnie, i było mi naprawdę ciężko u podstawy. Moja pierwsza czakra była mocno rozchwiana, podobnie jak moje serce i dusza…

W tamtym czasie byłam już zaangażowaną Gangsterką Skalskiej, także mimo całej tej niesprzyjającej sytuacji Jej nauki nie poszły w las 😉 Znowu ujrzałam w zaistniałej sytuacji potencjał i postanowiłam zrealizować swoje marzenie o 20-dniowej głodówce leczniczej. Trochę ekstremalne, przyznacie, by w sytuacji braku widzieć szansę, ale ja już jestem taka szalona dzikuska 😀 W pamięci też miałam świetliste efekty głodówki przyjaciela i sama bardzo chciałam błyszczeć jak oczyszczony z popiołów diament. W sumie ja to sobie zaprogramowałam. Powiedziałam, że tak właśnie będzie i czułam mocno w głębi serca, że jak tylko przetrwam pierwszy dzień, który dla mojego umysłu był najtrudniejszy, dam radę przejść cały proces. No to przeszłam!


Głodówka lecznicza czyli z czym to się (nie) je 😉

W tym akapicie chciałabym Wam polecić niezbędną literaturę, bo poznanie teorii to podstawa do przeprowadzenia głodówki leczniczej. Bez biblii głodówkowicza ani rusz, a dla wielu jest nią książka autorstwa Giennadija Małachowa pt. „Lecznicza głodówka”. Ja również swoją wiedzę czerpałam właśnie z tej pozycji. W moim tekście cytaty dotyczące głodówki także pochodzą z książki Małachowa.

Głodówka lecznicza oznacza dobrowolną rezygnację człowieka z przyjmowania wszelkiego pożywienia, a w szczególnych przypadkach również wody, na określony czas, w celu oczyszczenia organizmu, uwolnienia się od choroby lub doskonalenia duchowego. Maksymalny czas głodówki nie powinien prowadzić do wyniszczenia organizmu i nastąpienia nieodwracalnych zmian.”

W obecnych czasach, w których mamy dostęp do praktycznie każdego pokarmu czy potrawy, jaką sobie zamarzymy, myśl o dobrowolnej rezygnacji z jedzenia wydaje się większej części ludzkości nie do zniesienia czy wręcz szalona. Ekstremalnie negatywne skojarzenia przywołują na myśl liczne przykłady śmierci głodowej w dziejach ludzkości. Dodatkowo osobiste doświadczenie mówi nam, że brak jedzenia jest zły, budzi dyskomfort, pojawia się ból głowy, czujemy słabość, etc. Z tych powodów w świadomości ludzkiej zakorzenił się negatywny stosunek do zjawiska niejedzenia.

Istnieje jednak jeszcze inne podejście, całkiem przeciwstawne. Otóż w historii tej samej ludzkości doszło niejednokrotnie do pozbycia się poważnych chorób i udoskonalenia na poziomie duchowym właśnie dzięki DOBROWOLNEJ rezygnacji z pożywienia. Głodówka lecznicza znana była już w starożytności. Jako ciekawostkę wspomnę, że Pitagoras pościł 40 dni przed egzaminami do Akademii Aleksandryjskiej w celu poprawy swoich zdolności umysłowych. Mój kumpel planuje tego dokonać jeszcze tej jesieni – 40 dni postu, nie egzaminy do wspomnianej Akademii. Czekam z radością na jego relację.

Wracając do teorii, to Małachow uważa, że „podstawowe oddziaływanie głodówki dokonuje się w postaci polowej człowieka (mowa o strukturze energetyczno-informacyjnej, jaką oprócz ciała fizycznego posiada każdy człowiek), w jego świadomości.” Osoby rozwijające się w sferze metafizycznej bez problemu odnajdą się w tej teorii. I ze mną też to pięknie rezonuje. „Stan postu umożliwia nam pracę z umysłem, zmysłami, szczególnie tymi, które „rozrosły się” i „umocniły” w naszej świadomości, żądają zaspokojenia i podporządkowują sobie całego człowieka. Zajmujemy się wyłącznie zaspokajaniem ich kaprysów […] Wiemy, do czego w końcu to doprowadza – do nadmiaru i przesytu, które rodzą chorobę.” Wystarczy spojrzeć na kraje wysoko rozwinięte, gdzie liczba chorych na poważne choroby jest naprawdę przerażająca…

Choroba, która manifestuje się w ciele fizycznym wynika z zaburzenia w przepływie energii w ciele czy też zakłócenia w postaci polowej człowieka – jak to nazywa Małachow. Powstaje wtedy, gdy dochodzi do zaburzenia harmonii w organizmie ludzkim. Ta interpretacja podłoża choroby jest zgodna z nauczaniem ajurwedyjskim i po raz kolejny – nawet przy tak kontrowersyjnym temacie, jakim jest głodówka lecznicza – wracam do ukochanej Ajurwedy 🙂 „Jeśli chcemy uwolnić się od swoich chorób, powinniśmy zmienić się pod względem jakościowym – jako osoba”. Tej zmiany dokona głodówka lecznicza, która służy przywróceniu harmonii energetycznej organizmu.

„Na postać polową człowieka głodówka lecznicza działa w dwojaki sposób: trenuje siły życiowe organizmu służące regeneracji i odnowieniu oraz oczyszcza świadomość z patogennych stłumień psychologicznych.” Jak widać, głodówka lecznicza to bez wątpienia holistyczna metoda uzdrawiania.

„Stosować głodówkę – to znaczy odżywiać się rezerwami własnego organizmu. Stosować głodówkę – to znaczy uruchamiać swoiste mechanizmy.” O jakich mechanizmach mowa? Odsyłam Was do książki, gdyż moja opowieść to przede wszystkim historia moich odzyskanych mocy. Natomiast sama głodówka lecznicza to temat rzeka! Wciągająca i fascynująca. By jednak przyniosła nam pozytywne efekty, warto dogłębnie poznać zagadnienie. Ja sama przeglądając książkę, by użyć ww. cytatów przekonałam się, że dla własnego zdrowia warto totalnie odświeżyć sobie temat. Ale to już temat na inny rok.

Na koniec tego akapitu zacytuję Wam pewne zdanie, które mocno zapadło mi w pamięć. Są to słowa profesora neurobiologii, Jerzego Vetulaniego. Profesor, zapytany o to, jaki jest według niego sekret długowieczności powiedział, że długie życie gwarantują 3 rzeczy: SEKS, WINO i GŁODÓWKA LECZNICZA. Dla mnie brzmi dobrze.

Na co mi to głodowanie czyli co było HOT?

Niedawno Kochana Mama zaskoczyła mnie pytaniem: „co mi daje to głodowanie?” I wiecie co? Nie umiałam udzielić odpowiedzi oprócz krótkiego bąknięcia: „dużo rzeczy”. Bo na to pytanie trudno odpowiedzieć w paru zdaniach coś sensownego komuś, kto nigdy tego nie doświadczył i nie pragnął zmienić swojego życia głodówką leczniczą. To nawet trudno opisać drugiej osobie, która też praktykuje głodówki. Ponieważ dla każdego ten proces będzie czymś innym i co innego otrzyma w darze. A głodówka lecznicza może naprawdę hojnie obdarować swojego wyznawcę. Co ja otrzymałam? Czytajcie dalej!

Moc Bogini

Bogini. Lubię to określenie. Dla mnie to kobieta spełniona, kochająca, emanująca swoją wewnętrzną siłą. Znająca swoją wartość i talent. Odkryła potencjał swojej duszy i dzieli się nim z innymi – dla pożytku swojego i wszystkich istot. Znam wiele bogiń i szanuję je, zachwycam się nimi i karmi mnie nasza relacja.

Szczerze przyznam, że miałam problem z tym, by uznać, że również należę do tego grona. A już na pewno nie czułam swojej boskiej mocy w czasie tzw. pandemii. Natomiast głodówka lecznicza już w pierwszych dniach trwania odkurzyła moją Moc i poczułam się naprawdę bosko! To samopoczucie towarzyszyło mi przez większość czasu, dopiero po 14 dniach mój umysł zaczął produkować przeszkadzające myśli, które nieco psuły mi nastrój. W takich chwilach największą pomoc i wsparcie dawały mi joga i moc oddechu.

Głodówka 2 tyg
Bogini z malą – spontaniczne po 2 tygodniach

Moc Oddechu czyli buddyjska droga wzywa

Jeśli interesujecie się medytacją i to narzędzie obecne jest w Waszym życiu, to z pewnością wiecie, że dzięki niemu możecie uzyskać trwałe poczucie szczęścia. Ach, to również i moje marzenie! Mam tu na myśli poczucie radości i zadowolenia w życiu płynące z umysłu – spokojnego, niewzruszonego. Na zewnątrz szaleją wichury, zarazy, korony, a Ciebie nic nie rusza. Jesteś jak nieporuszona, spokojna tafla oceanu. Ten stan można uzyskać dzięki regularnej praktyce medytacji właśnie. Wtedy ego – struktura zależna od zewnętrznych warunków – wycisza się jak niemowlę utulone do snu, a życiem kieruje piękny, wymedytowany umysł.

Mój kochany prawie mnich Braciszek określa to jeszcze prościej. Ten pogląd też jest mi bliski. Wszystko czego potrzebujesz, masz w środku. Ze swojego wnętrza, swojego oddechu możesz czerpać endorfiny. Nic z zewnątrz nie jest potrzebne. Niczego nie trzeba szukać, pożądać. Wystarczy oddychać. Proste, prawda? 🙂

Głodówka lecznicza – przez to, że pozbawiona jedzenia czyli ukochanego przez wielu zewnętrznego dawcy endorfin – pomaga skoncentrować się na innych źródłach szczęścia. Oczywiście, trzeba świadomie wybrać medytację jako swoje narzędzie, z którym pragnie się pracować nad spokojem umysłu. Jeśli medytujesz bez zaangażowania, wewnętrznej, silnej motywacji i przekonania, że to działa, to skutki będą mizerne. Nic się nie zmieni. W głowie zostanie śmietnik, a Twoje poczucie szczęścia będzie wciąż zależne od warunków zewnętrznych.

Ja, pamiętając o tym, że poprzez płuca wydalamy do 80 % toksyn, porządnie przyłożyłam się do świadomego oddychania. I, w końcu poczułam tę medytację jako swoje narzędzie!

Od niemal początku detoksu medytuję codziennie. Zdarza się to czasem dwukrotnie w ciągu dnia…. Moim wyborem była (i wciąż jest) medytacja miłującej dobroci czyli Metta. Bardzo polecam Wam mettę, gdyż przynosi nam i Światu dużo dobrych wrażeń i darów. Zajrzyjcie w powyższy link, to tylko 10 minut! Oprócz metty wykonywałam praktykę własną. Najczęściej jednak korzystałam z przecudownych (!) praktyk z Kolekcji Wzrastam ze Skalską. O sile tej medytacji będzie tekst na blogu, dlatego przejdę do kolejnej mocy, jaką przywróciła mi głodówka lecznicza.

Moc Umysłu – siła działania

Już od początku procesu czułam w sobie ogromne pokłady siły. Po tym jak przetrwałam pierwszy dzień – najtrudniejszy dla umysłu, z każdym dniem moja wewnętrzna moc wzrastała. Wraz z większą mocą odrodziła się wiara w to, że mogę żyć zgodnie ze swoim pragnieniami. Osiągać założone cele i po prostu działać. Korzystać ze swojej sprawczości. Mój umysł znowu koncentrował się na tym, co dobre. Wybierał właściwie.

Wszelkie moje działania podczas detoksu były z pożytkiem dla mnie. Dni wyglądały zupełnie inaczej niż przed głodówką. To dlatego najczęściej teraz powtarzanym przeze mnie zdaniem jest to, że moje życie odwróciło się o 180 stopni. Nie marnuję już swojego czasu na działania, które mnie nie wspierają czy odciągają od realizacji pragnień. Moje działanie to czynienie tego, co wzmacnia moje serce, duszę, umysł i rzecz jasna ciało, ale też karmi innych – moje relacje, Świat wokół mnie. Głodówka lecznicza uczyniła mnie wszechmocną, przywracając siłę mojego umysłu.

Moc Duszy – moc kreacji

Każda dusza ma zapisany w sobie piękny potencjał. Swój wyjątkowy talent, którego celem jest dzielenie się ze Światem szczęściem i miłością. Każda dusza robi to na swój indywidualny sposób. Moim potencjałem – tak jak teraz to widzę – jest tworzenie pięknych rzeczy. Pisanie i kreowanie. Moja dusza spełnia się w łączeniu słów i przekazywaniu – poprzez piękne, karmiące słowa – miłości. Osobiście myślę, że jest to celem każdej istoty. Bo – zacytuję po raz kolejny ukochanego Alberta Camusa – Świat bez miłości, byłby martwym światem.

Wielką niespodzianką dla mnie w trakcie detoksu był powrót do pisania na blogu. Szczerze, to myślałam, że nie dokończę tekstu, który zaczęłam jeszcze w maju (to ten z recenzją e-booka). Plan na głodówkę był taki, że odpoczywam od wszelkiej pracy. Ale pewnego dnia pojawiło się wielkie pragnienie, by kreować, a wraz z nim idea, by wrócić do nieskończonego tekstu i znowu regularnie pisać. Przeczytałam ponownie e-booka, skończyłam recenzję i wzięłam się za kolejne tematy, które czekały w kolejce. Głodówka lecznicza odświeżyła moją pasję. Bardzo mnie to uradowało. To było silne wezwanie do działania. Moja dusza zdecydowanie zaczęła emanować swoją piękną mocą. Mocą kreacji pełnej miłości!

Moc Serca – moc uwalniania

Serce. Tutaj kryje się największa moc. Moc miłości. Nasz najważniejszy pokarm i uzdrowiciel. Podczas tak intensywnych procesów oczyszczających, jakim jest bez wątpienia głodówka lecznicza serce zyskuje pole do działania. Ciało i umysł pozbawione zmysłowych rozpraszaczy oraz wszelkich odpadów, tłumionych wrażeń i niepotrzebnych myśli uspokajają się. Rodzi się przestrzeń na to, by zajrzeć w głąb swego serca. Zobaczyć – bez masek i iluzji – że wewnątrz naszych serc jest to same pragnienie. Pragnienie miłości. Chcemy kochać i być kochanymi. Tylko strach, smutek, żal, gniew, złość, pretensje, poczucie wstydu, poczucie niższości – wszystkie te tłumione głęboko w ciele negatywne emocje zamykają nam serca, tak samo jak czyni to obecna pandemia strachu.

Nie ma dostępu do miłości własnej bez uwolnienia tych śmieci, które w sobie trzymamy. A bez miłości własnej nie ma miłości do Świata. Nie ma wymiany. Bez wymiany jest stojąca woda w stawie, która po pewnym czasie zaczyna po prostu śmierdzieć 😛 Przepływ być musi. Bez niego życie nie istnieje. Życie to nieustanna wymiana energii – energii miłości.

Gdy z naszego pola serca uwolnimy wszelkie przeszkadzające emocje, w tym te najbardziej bolesne, to odczujemy wielką ulgę. Zaczniemy powracać do zdrowia. Bo moim zdaniem naszym najwspanialszym lekarzem jest MIŁOŚĆ. A będąc w pełni zdrowym, odrodzonym możemy wypełniać swoje przeznaczenie – kochać i być kochanym. I właśnie tego wszystkim Wam życzę – miłości! Niech nasze pola serca emanują piękną i czystą miłością. A tak przy temacie uwalniania emocji, polecam Wam (chyba ponownie) fantastyczną książkę Dawida Hawkinsa pt. „Technika uwalniania”. Przynosi wiele zrozumienia i pomaga w uwalnianiu tego, co zbędne.

Głodówka lecznicza – Moc Zmiany

To wszystko, czego doświadczyłam dzięki 20-stu dniom postu wodnego jest dla mnie naprawdę wielkim sukcesem. Sukces to może niewłaściwe słowo. Doświadczenia i procesy, jakie sprezentowała mi głodówka lecznicza to skarb. To, czego pragnęłam i co chciałam zmienić dokonało się. Ba, nawet jeszcze więcej. Moim celem było holistyczne odrodzenie, w tym najbardziej kluczowe było oczyszczenie serca i duszy z zalegających tam śmieci oraz odzyskanie wewnętrznej mocy – mocy umysłu.

Celowo nie wspominam za dużo o ciele, bo ważniejsze było dla mnie zajęcie się umysłem i duchem. To tam zazwyczaj jest najwięcej do zrobienia. Ciało, owszem, też zostało obdarowane i w mojej ocenie jest w bardzo dobrym stanie. Pośród pozytywnych efektów króluje właściwy rytm dobowy i dobry sen. Niemniej jednak nasze opakowania są śmiertelne i wraz z wiekiem zużywają się. Za to nasze dusze są nieśmiertelne i mają zapisane w sobie dużo większe moce.

W ramach metafizycznych doświadczeń podzielę się z Wami pięknym, fantastycznym snem, który miałam chwilę po zakończeniu detoksu. Sen ten powtarzał się kilka razy w nocy, jak w jakiejś magicznej pętli. Tej nocy śniło mi się, że budziłam się z długiego snu – jakby po śmierci czy też transformacji, następnie znowu zasypiałam, a w zasadzie umierałam czy też odchodziłam w jakiś niebyt, a po obudzeniu ponownie się odnawiałam. I tak w nieskończoność. Jakby życie było ciągłym procesem odnawiania się. Tak to odebrałam. Czułam się jakbym w nocy odbyła jakąś metafizyczną podróż. Coś naprawdę niesamowitego! Nawet trudno mi to opisać, ale zdecydowanie ten sen był moim najlepszym. Taki bonus od głodówki 🙂

Głodówka lecznicza oczywiście nie zamyka mojej pracy nad sobą. Po pierwsze, 20 dni detoksu nie załatwią problemów czy zagadnień, które uzbierały się w ciągu 37 lat życia. Po drugie, stawanie się lepszą wersją samej siebie to ciągły, czasochłonny proces. Rozwój osobisty, wydobywanie z siebie kryształowych cech trwa całe życie. Ale na pewno, ta najdłuższa głodówka lecznicza dokonała we mnie skoku kwantowego w kierunku szlachetniejszej mnie.

Detoks wodny
Dusza tak piękna jak krystalicznie czysta woda – dla takich celów poszczę

Czy było jakieś NOT…?

Tak szczerze, to nie. Trudności i niedogodności, jakie przyniosła mi głodówka lecznicza były konsekwencją mojego niezbyt idealnego przygotowania i teraz jestem już na 100 % przekonana, że za kolejnym razem zrobię idealne wejście. Słowo honoru. Inna sprawa, że ja inaczej patrzyłam na te wszystkie niefajne objawy silnego detoksu. Akceptowałam je, nawet gdy były uciążliwe. Oczyszczanie z toksyn zawsze daje jakieś niemiłe reperkusje – czy to ból głowy czy nieprzyjemny zapach potu. W końcu detoks to nie bajka 😀 Poniżej krótka lista gorszych prezentów, jakie może Wam dać głodówka lecznicza w trakcie jej trwania:

  • kwaśny smak w ustach i ogólnie mało sympatyczny aromat 😛 – to mój number one wśród negatywnych odczuć;
  • w początkowych dniach detoksu niespokojny sen;
  • mniej sił – zdarzyło się parę takich dni (przełomy kwasicze), w ogólnym rozrachunku byłoby to max 50 godzin z 480 godzin całego detoksu (jedyne 10%); przypuszczalnie przy częstych lewatywach byłoby to zredukowane do zera; przynajmniej tak miewają inni;
  • przeszkadzające myśli o jedzeniu (u mnie ostatnie kilka dni);
  • brak cierpliwości pod koniec głodówki – to jednak moja typowa cecha charakteru; pracuję nad wzrostem cierpliwości już dłuższy czas i jeszcze tej pracy odrobinę zostało – dziecko wewnętrzne jeszcze się dyscyplinuje 😉
  • sporadyczne bóle w ciele o lekkim bądź średnim nasileniu.

O czym warto pamiętać

W tym miejscu podam parę najważniejszych wskazówek dla tych, którzy chcą sprawdzić na sobie czym jest głodówka lecznicza. Mimo że ostrzegałam, że to wcale nie jest bajka 😀 Są to podstawowe zalecenia, które zminimalizują niekorzystne efekty uboczne detoksu do minimum i po prostu będzie Wam lżej i przyjemniej. Bo niejedzenie może być lekkie i przyjemne. Niesłychane, co? 😉

Oto lista wskazówek, by głodówka lecznicza była lekka i przyjemna:

  • koniecznie zrób przygotowanie – minimum 7 dni diety owocowej – tak teraz bym zrobiła; dodatkowo zalecam ograniczenie lub nawet wykluczenie z diety pokarmów odzwierzęcych na miesiąc przed planowaną głodówką – a jeszcze lepiej daj sobie spokój z mięsem na zawsze; tutaj jestem radykalna – sorry – jedzenie zwierząt nie jest HOT;
  • zacznij od krótkiego postu wodnego – niech Twoja głodówka lecznicza będzie 3-dniowa (pierwsza), 10-dniowa (druga), 20-dniowa (trzecia); chyba, że lubisz metodę na wariata i wolisz od razu rzucać się na głęboką wodę – to Twoje życie i Twoja odpowiedzialność;
  • to powinno być pierwsze, ale niech tam – przeczytaj literaturę odnośnie głodówki leczniczej; nie polegaj tylko na doświadczeniach innych, przygotuj się merytorycznie;
  • bądź otwarty na rzeczy, które budzą Twój opór, a które mogą Ci przynieść ulgę i pomoc – mam tu na myśli stosowanie lewatyw, które w przypadku długich postów wodnych są raczej koniecznością; metoda naturalnego oczyszczania jelit bardziej sprawdza się przy krótkich głodówkach;
  • w nawiązaniu do poprzedniego punktu – pamiętaj o wypiciu przed głodówką roztworu soli gorzkiej bądź innej substancji, która oczyści jelita;
  • odpuszczaj – wymagania wobec siebie, oczekiwania względem procesu i jego efektów, nadmiar obowiązków i niepotrzebne, negatywne emocje – spokój umysłu, serca, ducha w tym procesie jest kluczowy;
  • bądź jak najwięcej ze sobą samym; nawet w Biblii jest wskazane, by pościć w samotności; z doświadczenia wiem, że łatwiej jest, gdy wie o tym niewielka ilość osób;
  • praktykuj medytację, relaksację, TRE (ćwiczenia uwalniające od traum i stresu), jogę (szczególnie te relaksujące praktyki, np. Yin Jogę) czy moje ostatnie odkrycie CHS (Calligraphy Health System, którego nauczysz się u Cudownej Bogini Dagmary Skalskiej);
  • wspieraj siebie tym, co jest dla Ciebie dobre i karmiące – minerały mocy, modlitwa, wartościowa lektura, spacery i kojący kontakt z Matką Naturą (obowiązkowo);
  • myśl pozytywnie – to wskazówka na każdy dzień życia, niezależnie od tego, co aktualnie robisz;
  • niech Twoje wychodzenie z detoksu będzie dla Ciebie tak samo ważne i przeprowadzone z rozwagą jak sama głodówka lecznicza – zacznij od rozcieńczonego soku z grejpfruta, a potem jak każe biblia głodówkowiczów.
Głodówka na Ślęży
Pamiątkowe – z pamiętnej wyprawy na Ślężę 🙂

3 zalecenia ode mnie na koniec

Po pierwsze, rób to z głową. Po drugie, w Miłości do siebie, do swojego ciała – nie z nienawiści. Po trzecie, to jest Twoja wolność i wynikająca z niej Twoja odpowiedzialność za dokonane wybory. Za Twoje działania odpowiadasz Ty, nie Twój lekarz, autor książki, bloga czy jakiś popularny specjalista od zdrowia. Cokolwiek wybierzesz jako swoją drogę, to Ty poniesiesz konsekwencje swoich wyborów. Głodówka lecznicza nie jest konieczna do tego, by odzyskać swoją wewnętrzną moc czy zbliżyć się do osiągnięcia pełni harmonii. To moja droga. Wcale nie musi być Twoją.

Głodówka lecznicza to droga, która wymaga silnego charakteru i duszy wojownika. Myślę jednak, że są lżejsze ścieżki i jeśli głodówka lecznicza budzi Twoje wątpliwości, nie próbuj. Nic na siłę.

Specjalne podziękowania lecą do…

Ta głodówka lecznicza – jak każdy detoks – zweryfikowała moje więzi z innymi ludźmi. Taki czas intensywnej pracy ze sobą, bycia w sobie głęboko pozwala spojrzeć z dystansu na osoby w naszym życiu i przekonać się, jakie są prawdziwe uczucia osób, których uważamy za przyjaciół.

W tym miejscu chciałabym wyrazić swoją wielką wdzięczność i miłość do pewnej Cudownej Bogini – Agnieszki z Marek, która zawsze mnie wspiera – czego bym się nie tknęła – i nigdy (!) nie ocenia. Aga, w ostatnich latach nasza więź tak bardzo się umocniła i czuję z Twojego serca tak ciepłe i wzmacniające uczucia, że dzieląca nas odległość ponad 300 kilometrów w ogóle nie ma znaczenia 😍 Takich przyjaciół kocham i dziękuję Bogu za ich obecność w moim życiu.

Drugą osobą – bez której byłoby mi trudniej w czasie tego procesu – jest mój kochany M. Prawdą jest, że trudne i mocne doświadczenia zbliżają dwie osoby do siebie. Są testem więzi i uczuć. Jeśli razem przetrwa się największe burze, można tylko wzrastać. Mój M zdał egzamin celująco! W chwili największej próby, jaką była 20-dniowa głodówka lecznicza okazał mi najlepszą pomoc i wsparcie. Zresztą cały proces przebiegł całkiem lekko i przyjemnie, również dzięki jego podejściu do tematu i umiejętności dopasowania się do warunków. W sumie przechodziliśmy ten proces razem, choć tylko ja pościłam. Jednak stworzenie w tamtym czasie oazy spokoju w Domu było naszym wspólnym dziełem 🙂

♥
♥
♥

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap