Lekcja miłości

Krótka lekcja miłości

Lekcja miłości to mój nowy cykl, w którym będę opisywać doświadczenia ważne z punktu rozwoju na ścieżce miłości do Siebie. Zapraszam na pierwszy odcinek 🙂

Jak większość z Was pewnie wie, od jakiegoś czasu zajmuję się zawodowo tworzeniem stron internetowych w WordPressie. Nie jestem mocno doświadczoną użytkowniczką tego systemu, ale uwielbiam w nim tworzyć i zgłębiać jego tajniki. System ten to piękne narzędzie do kreacji stron www, ale jest też studnią bez dna, a jego nauka nie ma końca.

W mojej pracy każdy projekt traktuję jak pierwszy i jedyny, i wkładam w niego całe serce. Jednocześnie przez swą wyjątkowość i unikalność, każde zlecenie jest dla mnie polem do nauki. W roli kreatorki stron internetowych nie występuję długo, ale już zdążyłam „zaliczyć” przerwanie współpracy. I – od razu zaznaczę – to ja zrezygnowałam ze współpracy. Nie było to dla mnie przyjemne doświadczenie. Zobaczyłam jednak w tej sytuacji okazję do rozwoju. Była to dla mnie piękna lekcja miłości do siebie, którą na długo zapamiętam.

Intuicja – pierwsze pukanie

Nie będę podawać zbyt wielu szczegółów tej sytuacji, bo ona jest tylko tłem do tego, o czym chcę napisać, a najważniejsza w tej historii jest puenta. Nie chcę też nikogo krytykować ani tym bardziej siebie wybielać. Zatem od początku.

Zgłosiła się do mnie pewna osoba – nazwę ją „Jola”, żeby historia miała konkretną bohaterkę – która pragnęła bym stworzyła dla niej stronę internetową w WordPressie. Już w czasie pierwszego kontaktu z Jolą, zderzyłam się z brakiem zaufania i podejściem „wiem lepiej”. Chodziło dokładnie o certyfikat ssl, który obecnie jest standardem przy tworzeniu stron internetowych, a który dla Joli był totalnie zbędnym dodatkiem.

Na wstępie współpracy mówię każdej osobie, iż do stworzenia strony www w WordPressie jest potrzebny hosting, domena i wspomniany certyfikat ssl. Ten ostatni nie jest niezbędny do zrobienia strony internetowej, ale poważny właściciel strony, jak i firmy, powinien o bezpieczeństwo strony zadbać. Podobnie jak o bezpieczeństwo ich użytkowników. Certyfikat budzi zaufanie osób odwiedzających stronę i ma istotny wpływ na pozycję strony w wynikach wyszukiwań.

Jola jednak upierała się, że to nie jest jej potrzebne i zaciekle broniła swego stanowiska. I okej. Jej strona, jej sprawa czy jest certyfikat czy nie. Niemniej jednak nie czułam się komfortowo jako twórca, przygotowując stronę niezabezpieczoną. Nie tego mnie uczono. Ale to, co było dla mnie najgorsze w całej sytuacji, to brak zaufania, jaki okazała Jola, kwestionując moje zalecenia. Byłam w lekkim szoku. „Hello?! To ja robię stronę dla Joli czy odwrotnie”? Czułam, że współpraca z Jolą nie będzie fajna, ale oddaliłam to uczucie. Intuicja odeszła w kąt.

Intuicja – drugie pukanie

Jola nie jest w ciemię bita i wybierała wykonawcę do realizacji strony spośród kilku osób. Ponieważ miałyśmy „nieporozumienie” w związku z certyfikatem sądziłam, że zdecyduje się na kogoś innego i nawet się cieszyłam, że nie mam szans na „zwycięstwo” w tej rozgrywce. Jakież było moje zdziwienie, że wybrała właśnie mnie – szok numer dwa. W nocy przed zaplanowanym przeze mnie rozpoczęciem projektu, miałam znaczący sen. Znaczący, bo śniła mi się osoba z mojej przeszłości, która generowała we mnie dużo negatywnych emocji. Niestety po obudzeniu szybko o śnie zapomniałam. Nie powiązałam go z napięciem i niepokojem, jaki miałam w związku z nowym zleceniem.

Zgodnie z założeniami rano przystąpiłam do pracy przy nowym projekcie. Już od początku były problemy z serwerem i domeną, z którymi ostatecznie sobie poradziłam. Byłam jednak tego dnia „niedysponowana”, jak to się mówiło za czasów szkolnych. W związku z tym praca szła mozolnie, czułam zmęczenie i opór. Wieczorem dałam znać Joli o tym, że miałam pewne problemy i o tym, że strona może nie wyglądać idealnie tak samo, jak w projekcie (dopiero tego dnia mogłam się przyjrzeć dokładnie jej materiałom). Wspomniałam też – może niepotrzebnie – o moim słabszym samopoczuciu tego dnia.

Jej reakcja na moją wiadomość była najogólniej mówiąc chłodna. Kolejne wiadomości od niej (otrzymane blisko północy) tylko utwierdziły mnie w podejrzeniu, iż Jola bardzo przypomina mi moją byłą szefową. Rozliczanie na każdym kroku, budowanie presji, brak empatii, traktowanie mnie jak narzędzie, a nie równego sobie człowieka… I wtedy do mnie przyszło… Eureka! Po to był ten sen! W końcu pokojarzyłam fakty, połączyłam mój stan emocji i poczucie chaosu z realizowanym zleceniem i zobaczyłam, że mam to, czego w moim życiu nie chcę. A to wszystko dlatego, że nie posłuchałam cudownej intuicji!

Lekcja miłości zaliczona!

Historia skończyła się tak, że w podzięce za rezygnację ze współpracy, Jola dokonała próby oczernienia mnie w cudownych mediach społecznościowych, a mnie samej swoimi pretensjami i zarzutami zburzyła spokój na parę godzin. Jako osoba mocno wrażliwa jeszcze nie radzę sobie idealnie w takich sytuacjach. Psychosomatyka na wysokim poziomie to niestety ja. Jednak z każdym takim doświadczeniem będę silniejsza – tego jestem pewna i będę lepiej sobie radzić z emocjonalnym stresem. Jola nie zachowała się elegancko, zarzucając mi rzeczy, które nie miały miejsca, ale za jedno jestem jej bardzo wdzięczna. To była piękna lekcja miłości własnej i słuchania cudownego daru, jaki mamy w sobie – intuicji.

Dzięki Joli wiem na pewno z kim współpracować nie chcę i wiem, jak ważne jest słuchanie intuicji i sygnałów płynących z ciała. Moim błędem było głuchota na szept intuicji i głos własnego ciała oraz chwycenie się szansy na zarobek i nowe doświadczenie. W szybki i trochę nieprzyjemny sposób nauczyłam się jednak, że nic za wszelką cenę. Nie za cenę własnego zdrowia i spokoju umysłu. Bo naszym najpierwszym obowiązkiem jest dbanie o siebie. Słuchanie siebie – tego, co szepce intuicja i co mówi ciało. To wyraz miłości do siebie, a miłość do siebie to podstawa zdrowego i szczęśliwego życia. Mając takie zasoby możemy dawać innym to, co najlepsze. I tylko tym, z którymi jest nam po drodze. Bo tak jak nie każdy musi mnie lubić, tak nie każdy musi ze mną współpracować. Moim priorytetem jest miłość do siebie. Kiedy mam tę podstawę, mogę włożyć całe serce w projekt dla drugiej osoby.

Przy okazji myślenia o tym tekście przypomniało mi się zdanie wspaniałej kobiety, Dagmary Skalskiej, którą czytam regularnie na Instagramie. Dagmara często mówi o tym, by w każdej trudnej sytuacji widzieć potencjał, a nie traktować ją jak problem czy porażkę. Ta ostatnia współpraca pozwoliła mi mocniej odczuć to, co ma na myśli i zgodzić się z nią jeszcze bardziej 🙂 Polecam teksty Dagmary i jej wsparcie! To „Egoistka” z wielkim sercem i pięknym umysłem. Nikt – tak jak ona – nie daje takich pięknych lekcji miłości do siebie!

Lekcja miłości do siebie
Kochaj Siebie! Nikt za Ciebie tego nie zrobi!

PS Spostrzegawczych, którzy zauważyli na mojej własnej stronie internetowej brak certyfikatu, uspokajam 😉 W kwietniu – na swoje urodziny – przenoszę domenę na lepszy hosting i stąd to opóźnienie w zabezpieczeniu swojej strony. Taki wyjątkowy prezent się szykuje 🙂

4 thoughts on “Krótka lekcja miłości”

  1. Michał :)

    Taka prawda, prawda serca, żeby żyć zgodnie z intuicją która najlepiej wie czego chce dla naszego dobra i rozwoju 🙂

  2. Bardzo dobry tekst i przykład słuchania samego siebie w podejmowaniu ważnych decyzji. Szkoda, że tak rzadko jesteśmy pierwszą osobą, z którą omawiamy NASZE życie i tak łatwo dajemy się manipulować innym. MIKOŁAJ

    1. Monika Tokarek

      Mikołaj, dzięki za miłe słowo i odwiedziny 🙂 Czas zmienić tę rzadkość na ZAWSZE. Pozdrawiam serdecznie!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap