detoks

Na co mi ten cały detoks?

Ciało to Świątynia

Ten, kto mnie dobrze zna wie, że w swoim życiu parę detoksów przeszłam. Początek mojej przygody z oczyszczaniem ciała, umysłu i duszy ma miejsce w kwietniu 2016 roku, kiedy przeprowadziłam pierwszy 3-tygodniowy post dr Ewy Dąbrowskiej zwany inaczej postem owocowo-warzywnym (post OW). Po nim było jeszcze parę innych postów, z których najbardziej ekstremalny to post suchy (bez jedzenia i picia), ale nie bójcie się – te były jedynie 24-godzinne.

Detoks odgrywa ważna rolę w moim życiu. To istotny element mojej ścieżki miłości. Sposób na poznanie i zgłębienie siebie – swojego umysłu, zapomnianych rejonów duszy i oczywiście metoda na uzdrowienie ciała.

Bo nasze cudowne opakowania to Świątynia, dom dla naszej duszy. Nie możemy się odłączać od ciała i traktować je jak powłokę dla czegoś lepszego, bo to serce się liczy najmocniej albo umysł…. A tak postępuje wielu będących na drodze rozwoju osobistego.

Ajurweda natomiast, której wciąż jestem fanką zaleca, by traktować ciało, umysł i duszę jako nieodłączne trio: CUD czyli połączenie Ciało-Umysł(Emocje)-Dusza. Ten skrót zapamiętałam najmocniej z mojej konsultacji ajurwedyjskiej u terapeutki i jednocześnie nauczycielki tej prastarej wiedzy.

Celem mojej opowieści o detoksie nie jest zachęcanie Was do przeprowadzania jakichkolwiek postów. Ani tym bardziej obrona mojej ścieżki zdrowia i poznania Siebie.

To zbiór moich doświadczeń i refleksji na temat oczyszczania ciała, duszy i umysłu. Zapraszam do tej pięknej i głębokiej podróży. Może moja historia kogoś zainspiruje?

Pamiętaj jednak, że detoks zawsze wykonujesz na własne ryzyko. Ani ja ani Twój lekarz nie zagwarantuje Ci cudownego ozdrowienia. To Twoja droga i Twoja decyzja 🙂

post dr Dąbrowskiej
Aksamitny koktajl ze szpinaku i świeżo wyciśniętego soku z grejpfruta

Pierwszy detoks to wyzwanie!

Podczas pierwszego postu OW towarzyszyła mi euforia i wielka fascynacja oczyszczaniem. Nakarmiłam się cudowną wiedzą Pani Doktor Ewy Dąbrowskiej z jej wykładów na YouTube na temat tego, co czyni z ludzkim ciałem jej autorski detoks. Byłam pod wrażeniem jej mądrości i świadomości. Pięknie w swoich wykładach połączyła akademicką wiedzę z holistyczną filozofią dbania o siebie oraz z… religią! Niejednokrotnie Pani Doktor odwołuje się do Biblii i tzw. postu Daniela, co jeszcze bardziej czyni z jej metody lekarstwo dla duszy.

Niemniej jednak dla mnie pierwszy post OW był sposobem na regenerację ciała i po prostu sprawdzeniem metody na sobie. Co mi ona da? Co zmieni? Potrzebowałam również dla siebie wyzwania. Praca mnie nudziła i męczyła, a ja pragnęłam mieć jakiś sukces na swoim koncie 🙂 Oczywiście moje długoletnie zainteresowanie zdrowym odżywianiem przyczyniło się mocno do wkroczenia na ścieżkę detoksów. Wiadomo, zdrowie najważniejsze!

Drugi – czy powtórzę sukces?

Nie pamiętam jakie było moje wychodzenie z pierwszego postu OW, a musicie wiedzieć, że proces wychodzenia z detoksu jest równie ważny, a może nawet ważniejszy niż sam post. Wielu ocenia ten moment za ogromne wyzwanie dla swojej silnej woli. Tutaj nasza cierpliwość jest naprawdę wystawiana na ciężką próbę.

Bo kiedy wychodzimy z postu, który jest czasem wielu ograniczeń i kalorycznej restrykcji, bardzo często wprost nie możemy się doczekać smaku i konsystencji ukochanych potraw. Pragniemy sobie wynagrodzić czas poszczenia. Tutaj odzywa się aspekt naszej fizyczności. Przywiązanie do zmysłów, brak kontroli popędów i pragnień. Pani Doktor w swoim wykładzie trafnie określiła to uzależnieniem od przyjemności.

Znam to z autopsji i teraz mogę się tylko z tego śmiać. Przeżyłam to wielokrotnie i dopiero teraz po x detoksach jestem w stanie kontrolować swoje pragnienia i mieć większą świadomość odżywiania. Jeść to, co potrzebuję i ile potrzebuję przy świadomej obserwacji reakcji swojego ciała. Wcześniej było to jedynie na chwilę. Czasem bardzo krótkie 😀

Po detoksie wiosennym powtarzałam jeszcze post OW co najmniej raz i również były to 3 tygodnie czyli tak naprawdę połowa pełnego postu dr Ewy Dąbrowskiej. Drugi był przeprowadzany zimą na fali noworocznych postanowień i tym razem efekty mnie nie zachwyciły, a sam proces był dla mnie męczący. Zawsze tak mam, gdy coś już jest pozbawione dla mnie tej świeżości pierwszego doświadczenia.

post dr Dąbrowskiej
Słynna kalafiornica

Detoks ekstremalny

W międzyczasie zgłębiłam wiedzę na temat postów bardziej ekstremalnych. Takich, które oddziaływały na ciało mocniej. Oczyszczały i leczyły je głębiej, a jednocześnie pozwalały na eksplorację niezgłębionych dotąd emocji. Uspokajały i wyciszały umysł. I odkrywały tajemne zakamarki duszy. Do nich należą posty mokre i suche. Post mokry to po prostu post wodny zwany inaczej głodówką. Post suchy to post bez jedzenia i picia. Informacje o głodówkach czerpałam z książki pt. „Głodówka lecznicza” Małachowa. Ta książka to dla mnie kompendium wiedzy o postach wodnych i suchych.

Zaopatrzona w niezbędną wiedzę przystąpiłam we wrześniu 2017 roku do pierwszego w życiu detoksu wodnego. Stworzyłam sobie wtedy idealne warunki do poszczenia, gdyż wyjechaliśmy z Partnerem w Bieszczady na wakacje. W takich okolicznościach przyrody było mi dużo łatwiej „przetrwać” ten czas niejedzenia. Piszę w cudzysłowie, gdyż pościłam z wyboru i dla wyższej idei, ale jednak nie były mi obce przyjemne zapachy i widok kuszącego jedzenia. Tym bardziej w sezonie letnim i w towarzystwie osoby jedzącej. Stąd były chwile, że mnie to ruszało. Jednak bardzo chciałam przejść przez to doświadczenie. Zobaczyć co mi to da? Przekonać się czy głodówką mogę wyleczyć swoje ciało i poznać dogłębnie swój umysł?

Efekty pierwszej głodówki były piękne! Czułam ogromną radość, że wytrwałam w postanowieniu. Poczułam swoją siłę i moja determinacja wzrosła. Byłam z siebie dumna! Jak mało kiedy. Poczucie dumy było niezwykle rzadko obecne w moim życiu, toteż tym chętniej przystępowałam do takich wyzwań. Moje ciało miało szansę naprawić co nieco w środku. Mój umysł pozbawiony ulubionego koła ratunkowego odnajdywał się w nowej sytuacji i odkrywał przede mną prawdę o mnie. Moja świadomość się rozszerzała, a moja dusza wypełniała miłością. Mój pierwszy detoks wodny wypełnił mnie taką samą euforią, jaką odczuwałam przy pierwszym poście OW.

Błądzić jest rzeczą ludzką

W tamtej chwili niestety nie potrafiłam poprawnie przejść z niejedzenia do stopniowego wprowadzania pokarmów. Po głodówce wróciłam prosto do pracy, o której zdałam sobie sprawę, że jej nienawidzę. Tak, to było tak silne! W pełni poczułam, że nie chcę tam wracać, a nie widziałam żadnego innego wyjścia. To wpłynęło na to, jak wyglądało moje wyjście z detoksu. Pierwsze dni były okej, ale potem szkodliwe nawyki żywieniowe ruszyły z impetem jak kolejka górska na sam dół…

W związku z niewłaściwym podejściem do kwestii wychodzenia z głodówki i wciąż żywego we mnie nawyku poprawiania nastroju uszczęśliwiającym mnie pokarmem (a, uwierzcie mi, było mnóstwo powodów, by go poprawiać) wszystko to, co osiągnęłam dzięki detoksowi po jakimś czasie straciłam – w mniejszym lub większym stopniu. Poza świadomością siebie, bo ona od pierwszej głodówki żywo i chętnie rosła. Czułam, że moja sytuacja zawodowa coraz bardziej mnie uwiera i miałam w sobie mnóstwo złości, poczucia wykorzystywania, a jednocześnie brak odwagi, by coś zmienić. By postawić na siebie tak naprawdę, a nie spełniać oczekiwania innych. Pójść za głosem serca… To było moje – nie odkryte jeszcze w pełni – marzenie.

Post wodny dał mi tyle pozytywnych efektów, że postanowiłam powtarzać go regularnie. Ponieważ moja pierwsza głodówka trwała 9 dni (bo tyle miałam dni wolnych od pracy), to zgodnie z protokołem Małachowa mogłam ją przeprowadzać raz na kwartał. Niestety, kolejne procesy nie były takie owocne w sukcesy. Była to raczej ciężka przeprawa, choć nie pozbawiona wielu cennych lekcji.

Pierwsza głodówka w Bieszczadach była niepowtarzalna! Zresztą ja wierzę – tak jak Wisława Szymborska, że „nic dwa razy się nie zdarza”, zatem niemożliwością było otrzymanie tych samych cudownych darów po kolejnym poście wodnym. Przy pierwszej głodówce byłam w przepięknym i wyjątkowym miejscu jakim są Bieszczady – pierwszy raz! Pierwszy raz też saunowałam, co było dla mnie zarówno bardzo przyjemne, jak i uczące pełnej akceptacji 🙂 Drugi post wodny przeprowadzałam pracując, a to nie były miłe okoliczności przyrody. Tak naprawdę dołożyłam sobie stresu, którego i tak miałam niemało…

To, co mnie najbardziej motywowało do kolejnych detoksów, to wzrost mojej wewnętrznej siły oraz rozwój wytrwałości i cierpliwości. Każdy post niesamowicie mnie wzmacniał i kształtował charakter. Do tego odpoczynek od jedzenia resetował mój umysł. Do głosu dochodziły wszystkie negatywne emocje, które pięknie się ukrywały w momencie sięgania po przyjemności karmiące moje zmysły. Bo moje jedzenie od zawsze było czynnością niezwykle zmysłową. Tego też dowiedziałam się dzięki detoksom. Nie myślałam o odżywianiu ciała, a raczej o rozkoszy płynącej z jedzenia. To „skrzywienie” jeszcze w jakimś stopniu mi zostało, ale z każdym postem dochodziło do mnie, że nie tędy droga.

Post wodny
Pierwsza głodówka w Bieszczadach

W sumie przeprowadziłam 4 detoksy wodne, w tym trzy 9/10-dniowe w latach 2017-2018 oraz jeden 5-dniowy latem 2019 roku. W międzyczasie próbowałam też oczyszczania z ajurwedą – dwa razy po 21 dni, ale szybko przekonałam się, że ani efekty ani metoda nie satysfakcjonują mnie. Mówiąc najkrócej, niewiele mi to dało, a zasady tego detoksu, sposób postępowania nie grały ze mną, jak to się mówi potocznie. Moja mocna Pitta potrzebowała czegoś „bardziej”.

Niemniej jednak proces oczyszczania z ajurwedą przyniósł pewne pozytywne skutki, który związane były z balansowaniem we mnie Vaty. Nauczyłam się cudownych rytuałów, jak choćby automasażu ciepłym olejem sezamowym. Kolejny krok do akceptacji siebie, swojego ciała i sposób na otoczenie siebie karmiącą troską. Tego zdecydowanie brakowało w moim życiu. Ale suma sumarum oczyszczania wielkiego nie było. Byłam też zawiedziona tym, że moje problemy z cerą – polegające na często obecnym rumieniu na policzkach – nie odeszły w niepamięć. Okazało się, że pies jest głębiej pogrzebany…

Każdy detoks przyniósł mi wiele zrozumienia – swoich emocji, myśli i zachowań. Pracując z emocjami dotarło do mnie jakim surowym krytykiem dla siebie jestem. Jak bardzo mi brak poczucia własnej wartości i jak mocne jest moje poczucie wstydu. Stało się dla mnie jasne to, że brak czułości, akceptacji i bezwarunkowej miłości ze strony rodzicieli zaowocował byciem dla siebie surowym rodzicem, który stale krytycznie ocenia i nigdy nie jest dumny ze swego dziecka. Od początku mojej ścieżki miłości do siebie – również dzięki detoksom – pracuję nad zbudowaniem w sobie tego czułego opiekuna, abym mogła w pełni rozwinąć swój potencjał i realizować pragnienia swojej duszy.

Last but not least

Ostatni detoks, który rozpoczęłam w Popielec tego roku, a zakończyłam w Niedzielę Palmową – 40 dni z dr Ewą Dąbrowską – był wynikiem spontanicznej decyzji. Nie planowałam w najbliższym czasie oczyszczania. Mimo że moje ciało naprawdę tego wymagało! Czułam się przeciążona smakołykami spożytymi w ciągu ostatniej zimy razem z moim Partnerem. Nie były to ani lekkie rzeczy, ani rozsądne ilości. No tak już mamy. Kochamy comfort food 😀 Jemu to akurat nie szkodzi, u mnie natomiast waga dość szybko wzrasta. Zgodnie z charakterystyką Pitty – szybko tyje, szybko chudnie. Pomijając aspekt masy ciała, inne efekty przepełnienia cięższym i kalorycznym jedzeniem były mocno odczuwalne. Spadek energii, osłabienie, apatia, zamęt, chaos, przygnębienie to tylko niektóre z nich…

Szczęśliwie na Instagramie trafiłam na znajomą ze szkoły podstawowej – Anię, która była w trakcie przeprowadzania postu dr Ewy Dąbrowskiej. I szczęśliwie miała ambitny plan 6 tygodni. Jakoś tak się stało, że z każdą rozmową z nią zapalało się we mnie pragnienie, by sama przeprowadzić ten cudowny post. Prawie z marszu zaczęłam i… po prawie 3 dniach odpuściłam. Miałam w sobie jakiś bunt i pragnienie zjedzenia konkretnej rzeczy spoza menu postnego. Oczywiście do postu nie przygotowywałam się wcale – jak zwykle 😉 Co prawda na co dzień jem raczej wegańsko z obecnością jaj i masła klarowanego, ale ostatnio ilość pozostawiała wiele do życzenia…

Zaakceptowałam sytuację i postanowiłam zacząć na nowo w Środę Popielcową, a te 3 dni potraktować jako przygotowanie. Do ostatniego detoksu przystąpiłam z wiarą i ufnością, że podołam wyzwaniu i Bóg będzie przy mnie. Poprosiłam Go o wsparcie i czułam, że takowe otrzymałam. Oczywiście miałam trudniejsze chwile. Szczególnie początek był mało przyjemny. Odczuwałam silniejszy ból głowy, którego prawie nigdy nie mam i większe zmęczenie. Aczkolwiek objawy te szybko ustąpiły i przez większość postu czułam się dobrze. Jedyną stałą z efektów ujemnych była większa potrzeba snu – około 9-11 godzin. Ale czy to minus? Bynajmniej 😉

Z korzystnych aspektów mojego ostatniego oczyszczania ciała, duszy i umysłu na pierwszy plan wysuwa się niesamowity spokój w mojej głowie i sercu. Byłam i wciąż jestem zachwycona tym, że mimo niesprzyjającej sytuacji w świecie, ja jestem pełna spokoju i wdzięczności. Wielką rolę odgrywa tutaj moja praktyka jogi, praktyka wdzięczności i ścieżka miłości, na której jestem. Praca nad sobą daje mi tak wiele fantastycznych owoców – a post jest jednym z istotnych elementów tej pracy.

Kochani Czytelnicy i Goście, nie będę Was przekonywać, że warto dbać o swoje ciało. Że oczyszczanie to niezbędny element higieny umysłu i duszy. Mogę Wam powiedzieć jedno: ciało jest nierozerwalnie połączone z umysłem/emocjami i duszą. Jeśli zapominasz o jednym elemencie struktury Twojej istoty, coś się zacznie dziać. Jeśli jesteś świadoma/świadomy, to szybko znajdziesz rozwiązanie odpowiednie dla Ciebie. I sama/sam dojdziesz do wniosku, że kluczem jest równowaga czyli harmonijne połączenie ciała, umysłu i duszy.

Dbajcie o swoje Ciała – to Wasze święte opakowania. Pielęgnujcie myśli i oczyszczajcie Umysł z tych śmieciowych. I wreszcie sprzątajcie swoje Dusze – nie tylko od święta. Dusza czysta emanuje Miłością! A tej prawdziwej, bezinteresownej, karmiącej bardzo nam dziś potrzeba. Nie jutro, nie wtedy, gdy zakończy się to szaleństwo. Już teraz – troska, czułość i miłość – są nam niezbędne do życia.

Ten tekst był dla mnie niesamowitą pracą. Detoks dał mi dużo i dużo mnie „kosztował”. Emocje – nie zawsze łatwe – musiałam na nowo przepuścić przez siebie i przekazać je tutaj – w wielkim jednak skrócie. Dziękuję, jeśli dotrwaliście do końca. Jeśli ten tekst Was zainspirował, spodobał się Wam, udostępnijcie go na Facebooku, proszę. To dla mnie ogromne wsparcie!

Dziękuję, że jesteście! I dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali na drodze ostatniego oczyszczania. To było dla mnie prawdziwie karmiące doświadczenie. Dziękuję z serca wszystkim, a w szczególności – Adze z Warszawy, Ani z Frankfurtu i Kochanemu Miśkowi. Dobrze Was „mieć”.

♥
radość z detoksu
Wdzięczność
♥
♥

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Share via
Copy link
Powered by Social Snap